Czyżby koniec dyktatu NFZ?
Thursday, 10 June 2010 13:05
OD REDAKCJI Pierwszy krok w kierunku normalizacji usług medycznych w Polsce. Pieniądz idzie za pacjentem, swobodny wybór lekarza, zrównanie sektora niepublicznego i "państwowego". A więc jednak? Koniec z monopolem niewydolnych organizacyjnie i finansowo placówek sztucznie utrzymywanych przy życiu za publiczne pieniądze, gdzie marnotrawi się czas pracy, środki finansowe, blokuje właściwy dostęp pacjenta do lekarza. To nie tylko obietnice wyborcze wszystkich praktycznie opcji politycznych, ale przede wszystkim naturalne prawa rynku. Nie dziwi również stanowisko Pani Minister - zapewne skończy się El Dorado w NFZ.
Przy sprzeciwie Polski ministrowie zdrowia krajów UE przyjęli we wtorek dyrektywę o korzystaniu z usług medycznych w UE oraz swobodzie wyboru lekarza - także w kraju, co bezskutecznie chciała zablokować minister zdrowia Ewa Kopacz. Minister tłumaczyła sprzeciw Polski tym, że dyrektywa daje prawo pacjentom w kraju wyboru lekarza czy ośrodka zdrowia niezależnie od tego, czy ma on podpisany kontrakt z NFZ, czy nie. NFZ w każdym wypadku musiałby zwracać koszty, na co nie ma wystarczająco dużo pieniędzy. "Przyjęcie dyrektywy w takim kształcie powoduje, że każdy, kto będzie miał ochotę pójść do prywatnego gabinetu, niekoniecznie raz w tygodniu, ale nawet co drugi dzień, będzie nakładał obowiązek na płatnika (NFZ) zwrotu kosztów leczenia" - powiedziała Kopacz. A tego jej zdaniem nie wytrzymałby finansowany ze składek podatników fundusz NFZ w wys. 57 mld zł. Ponadto argumentowała, że wypływ pieniędzy z placówek kontraktowych do pozostałych uszczupli dostępne środki NFZ, co będzie oznaczało mniejszą dostępność usług medycznych dla najbardziej potrzebujących, których nie stać na prywatne leczenie i czekanie na zwrot. Ponadto zagraża publicznej służbie zdrowia. "Stanowisko Polski było bardzo radykalne, ale zbieżne z interesami polskich pacjentów: szczególnie tych najsłabszych, niemobilnych i najmniej zamożnych - tłumaczyła Kopacz. - Chcemy zadbać o najsłabszych, nie rozregulowując systemu płatniczego w Polsce". Jednak, o ile jeszcze w grudniu Polska była w gronie siedmiu krajów, które dysponowały mniejszością blokującą w Radzie UE, to we wtorek już jej nie było, po odejściu z grupy Hiszpanii i Grecji. Przy sprzeciwie zostały: Polska, Portugalia, Słowacja, Rumunia; Węgry wstrzymały się od głosu. Kopacz wyraziła nadzieję na wniesienie poprawek w dalszych pracach legislacyjnych w Parlamencie Europejskim. "Z pełną determinacją będziemy przygotowywać naszych europarlamentarzystów, by podjęli walkę o zabezpieczenie polskich pacjentów i polskiego systemu zdrowia" - powiedziała minister. Polska nie protestowała natomiast przeciwko zasadniczym zapisom dyrektywy, które mają ułatwić pacjentom leczenie za granicą. Zmiana w porównaniu z obecnymi przepisami unijnymi polega na tym, że pacjent nie musiałby udowadniać konieczności leczenia za granicą (np. z powodu zbyt długich kolejek osób oczekujących na zabieg w kraju). Tak jak kilka razy orzekł unijny Trybunał Sprawiedliwości, co do zasady każdy obywatel UE ma prawo leczyć się w innym kraju. Jednak bez zmian pozostaje obowiązek uiszczenia opłaty przez pacjenta za wykonaną w innym kraju UE usługę medyczną (zwrotu kosztów dokonuje potem odpowiednia instytucja w kraju, w Polsce - NFZ). Ponadto nadal ma obowiązywać zasada, że ubezpieczonemu zwraca się koszty do takiej kwoty, jaką otrzymałby we własnym kraju. Ewentualną różnicę pacjent musi pokryć z własnej kieszeni, co oznacza, że Polacy musieliby w wielu przypadkach dopłacać, lecząc się za granicą. Nowa dyrektywa nie zmienia zasad leczenia i zwrotu kosztów w nagłych przypadkach podczas pobytu za granicą. Rozporządzenie z 1971 roku w tej sprawie stanowi, że ubezpieczeni u siebie obywatele innych krajów UE mają takie same prawa, jak mieszkańcy kraju, w którym skorzystali z koniecznej pomocy lekarskiej. W takich przypadkach pokrywane są wszystkie koszty w pełnej wysokości.(PAP) Źródło:.("Dziennik Gazeta Prawna")
|
Kosztowne zdrowie
Saturday, 10 April 2010 11:28
Kilkuletnie kolejki do operacji, co najmniej kilka miesięcy oczekiwania na wizytę do specjalisty – takie obrazki możemy oglądać codziennie w mediach. Nic dziwnego, że aż trzy czwarte Polaków (75%) jest niezadowolonych z tego, jak funkcjonuje opieka zdrowotna. Odsetek niezadowolonych ciągle rośnie – pokazuje sondaż CBOS z marca br. Nic dziwnego, że coraz więcej osób decyduje się na prywatne leczenie – już co trzecia złotówka przeznaczona na zdrowie pochodzi wprost z kieszeni pacjentów. Jak ocenia Krajowy Instytut Ubezpieczeń w 2010 r. do 56 mld zł zebranych z naszych składek przez Narodowy Fundusz Zdrowia dołożymy dodatkowo 33 mld zł. Statystycznie na prywatne leczenie każdy z nas wydaje już prawie 900 zł w ciągu roku - wynika m.in. ze statystyk OECD. Za te dodatkowe pieniądze można by wykupić dla wszystkich dorosłych Polaków (ok. 30,7 mln osób) prywatne pakiety medyczne. - W Polsce skończyła się bezpłatna służba zdrowia. Już 1,5 mln osób, których los nie zmusił do korzystania z usług szpitali, zrezygnowało z publicznej opieki zdrowotnej – mówi wprost Adam Kruszewski, niezależny analityk branży medycznej.
Prywatnym grozi paraliż Pierwsze firmy abonamentowe powstały w 1992 r. Zakładali je lekarze. Dziś rynkiem rządzą trzy firmy, które mogą się pochwalić największą liczbą pacjentów. Szacuje się, że rynek ten zarabia ok. 2 mld zł rocznie tylko z abonamentów. Według Polskiej Izby Ubezpieczeń w ciągu trzech - czterech lat obroty prywatnej służby zdrowia, liczonej bez hospitalizacji, mogą sięgnąć 5-6 mld zł. Przed kryzysem rynek rósł nawet o 30 proc. rocznie. Teraz to tempo nieco wyhamowało, do 10-15 proc., ale ponieważ popyt rośnie nie wstrzymało to inwestycji. Dla przykładu niedawno rozpoczął działalność Mazowiecki Szpital Onkologiczny w Wieliszewie - dotąd jedyna taka prywatna placówka medyczna w Polsce. Jej inwestorem jest Uczelnia Warszawska im. Marii Skłodowskiej Curie w Wieliszewie. A ubiegły rok można zaliczyć do rekordowych – w Warszawie otwarto aż 3 nowe, prywatne szpitale: dla dorosłych i dzieci firmy Medicover, urologiczno - ginekologiczny szpital Mazovia i ortopedyczny Carolina Medical Center. Dla porównania w styczniu 2007 roku prywatnych szpitali było w Polsce 229, a w ubiegłym roku już 286. W skali kraju to jednak wciąż mało: w Europie Zachodniej prywatne szpitale stanowią od 30 do 40 proc. rynku. Problem w tym, że gdyby wszyscy wykupili prywatne abonamenty mielibyśmy paraliż usług prywatnych. Już teraz w poczekalniach prywatnych firm medycznych robi się tłoczno. Na wizytę nie trzeba czekać jedynie do internisty (lekarza rodzinnego), ale już np. do ginekologa, czy ortopedy trzeba zapisać się z co najmniej tygodniowym wyprzedzeniem. Jeszcze gorzej jest z chociażby z alergologiem, czy endokrynologiem – tych specjalistów jest tak mało, że nawet prywatnie trzeba czekać co najmniej miesiąc. Podobnie jest z badaniami – tomografem komputerowym, usg i rezonansem magnetycznym. - Podobna sytuacja w usługach abonamentowych wystąpiła w latach 70. XX wieku w USA. Popyt szybko przekroczył podaż, bo dość przystępną ofertą zainteresowało się zbyt wielu Amerykanów - mówi Marcin Ajewski, prezes Healthcare Consultants Poland. W 2009 r. z porady lekarskiej skorzystało 80 proc. dorosłych Polaków (wg CBOS), a co czwarty był u lekarza od czterech do dziewięciu razy. - Można być pewnym, że każda nowo uruchomiona przychodnia, publiczna lub niepubliczna, zapełni się pacjentami. Ten rynek trudno nasycić, bo coraz większe jest zapotrzebowanie na usługi medyczne – podsumowuje Marcin Ajewski. Kolejki rosną O ile jednak za wizytę u lekarza - specjalisty nawet ci biedniejsi są w stanie zapłacić (wizyta u endokrynologa kosztuje 70-200 zł), to już niewielu Polaków stać na operację w prywatnej placówce. Aż 98 proc. Polaków przyznaje, że na operację wybraliby się do szpitali publicznych. A tu kolejki rosną. Jak pokazują dane dotyczące kolejek na różne rodzaje świadczeń medycznych opublikowane tylko przez podlaski oddział NFZ na endoprotezoplastykę stawu kolanowego trzeba poczekać aż 1067 dni - blisko trzy lata. Niewiele lepiej jest z operacjami zaćmy. Rzesze pacjentów czekają też na miejsca w zakładach opiekuńczych. W europejskich statystykach Polska jest powyżej średniej w liczbie zabiegów diagnozowania i udrażniania naczyń wieńcowych w sercu. Jednocześnie w liczbie zabiegów wykonywanych u chorych z zaburzeniami rytmu serca (np. wszczepianie rozruszników) jesteśmy w ogonie. Chorzy czekają na nie latami, nikt nie liczy, ilu z nich umiera w tym czasie. Pacjenci, nie mogąc doczekać się wizyty, czy zabiegu, zapisują się na leczenie w kilku placówkach naraz lub wykorzystują tzw. dowody wdzięczności, by zainteresować lekarzy swoim stanem zdrowia. W oficjalnym raporcie Ministerstwa Zdrowia z 2004 r. „Finansowanie ochrony zdrowia w Polsce - Zielona księga" przy sformułowaniu „dowody wdzięczności" pojawia się kwota 5 mld zł. To niemal 10 proc. budżetu NFZ na 2010 r. Po upływie 5 lat od sporządzenia tego raportu zmieniło się tyle, że zmalała liczba wręczających łapówki, ale za to wzrosła wartość samych łapówek (średnio 475 zł) - wynika z „Diagnozy społecznej 2009". Nie stronimy także od podziękowań za okazaną już pomoc. Kosztuje nas to średnio 136 zł.
Dofinansować system Specjaliści nie mają wątpliwości – bez większych nakładów na zdrowie sytuacja się nie poprawi. Niemcy na usługi medyczne wydają na każdego obywatela 3,6 tys. USD i narzekają, że to za mało. My przeznaczamy na to prawie czterokrotnie mniej, bo 1 tys. USD - wynika ze statystyk OECD za 2007 r. Na ratowanie naszego zdrowia w 2008 r. przeznaczyliśmy 6,4 proc. PKB. Taki wskaźnik pozwolił nam wyprzedzić jedynie dwa kraje OECD: Meksyk - 5,9 proc. i Turcję 5,7 proc. Więcej niż Polska wydają na zdrowie m.in.: Francja (11 proc.), Niemcy (10,4 proc.), Dania (9,8 proc.), Grecja (9,6 proc.), Węgry (7,4 proc.). Najwięcej wydają Stany Zjednoczone, bo aż 16 proc. Warto także dodać, że według raportu „Europejski Wskaźnik Zdrowia Konsumenta” (z 2009 roku) polski system opieki medycznej jest jednym z najgorszych w Europie. Grzechami głównymi są: bardzo mała liczba lekarzy w stosunku do liczby mieszkańców – z ok. dwustu lekarzami na 100 tys. mieszkańców plasujemy się na trzecim od końca miejscu, tuż za Albanią i Rumunią; brak rozwiązań elektronicznych i zapisów do lekarza przez internet, ograniczony dostęp do usług medycznych i lekarza pierwszego kontaktu w dniu zgłoszenia.
Tekst: Agnieszka Katrynicz Źródło: portal Medonet: http://www.medonet.pl/zdrowie-na-co-dzien,artykul,1606766,1,kosztowne-zdrowie,index.html Od redakcji: Opisany scenariusz jest tylko preludium do tego co nas tak naprawdę czeka. Według badań zamieszczonych na portalu Medycyna Praktyczna prawie 1000 kolejnych lekarzy zamierza wyjechać do krajów UE. Są to oczywiście tylko plany, ale zapewne nikt nie pobiera dokumentów w OIL potwierdzających dyplom, specjalizację i świadectwo niekaralności bez istotnego powodu. Najgorzej (dla chorych w kraju) jest też to, że praktycznie każdy specjalista jest tamże zatrudniony niemal natychmiast, a niektóre firmy pośredniczące np z UK biorą na siebie praktycznie wszystkie formalności i koszty (rejestracja w GMC+specjalizacja, CRB, transport, mieszkanie) a schematy pracy są od stałego etatu do nawet pracy tylko na dyżury sobota-niedziela ( w jednej z aktualnych ofert stawka za coś takiego zależnie od stanowiska 2200-3000GBP). A tymczasem nasi krajowi pracodawcy proponują stawki typu 45PLN/godz i to kontrakt lub 4000 PLN/etat w Warszawie. Co do NZOZ to od dłuższego czasu zauważa się niewydolność obsługi prywatnych pacjentów pomimo deklarowanej w kontraktach wizyty w ciągu 48-72 godzin. I tak na przykład do neurologa w jednym z centrów medycznych w Warszawie czeka się 4 tygodnie, USG niemowlęcia 4-6 tyg, a neurologa dziecięcego prawie nie ma terminów w trybie pilnym. Zupełnie nieliczne są placówki gdzie konsultacje odbywają się na bieżąco (np www.centrumzdrowiakobiet.pl na Ursynowie) ale na razie nie zanosi się na współpracę pomiędzy operatorami niepublicznymi gł ze względów finansowych.
Stymulatora mózgu Medtronic przepadł w badaniu skuteczności w padaczce?
Monday, 22 March 2010 08:23
Jeszcze 12 marca The Wall Street Journal donosił, że aktualna wówczas ocena FDA dotycząca generatora SOLETRA firmy Medtronic Inc w głębokiej stymulacji mózgu chorych na padaczkę sugerowała , że system ten nie spełnił celu badania i nie wpłynął na zmniejszenie liczby napadów w ciągu wymaganych trzech miesięcy obserwacji. Po wyjaśnieniach firmy Medtronic okazało się, że objawy niepożądane (zmiana charakteru napadów zamiast zmniejszenia) wystąpiły tylko u jednego chorego. Już 15 marca ponownie rozpatrywano dopuszczenie systemu do badań klinicznych. Panel ekspertów medycznych głosował 7 do 5 orzekając, że urządzenia powinny być stosowane w określonych warunkach. Jak zawsze przy takich kontrowersjach w opinii specjalistów urządzenie to nie prędko znajdzie szerokie zastosowanie praktyczne
Przeczytaj więcej na Medgadget.com
W kolejce do specjalisty a.d. 2010
Tuesday, 16 February 2010 09:06
Każdy obłożnie chory będzie leczony, ale NFZ nie pozostawia złudzeń: 2010 to rok kryzysu finansowego, dlatego wydłużą się terminy oczekiwania, np. na rehabilitację czy małe zabiegi chirurgiczne, a już zdobycie skierowania do sanatorium graniczyć będzie z cudem!Gdyby tegoroczny budżet małopolskiego oddziału NFZ porównać do tego z ubiegłego roku, to wydaje się, że nie jest tak źle: pieniędzy jest więcej (4 467 480 tys. zł do 4 335 666 tys. zł w ub.r.). Niestety, te dodatkowe 131 mln zł nie przełożą się na lepszą opiekę medyczną. Może jednak polepszy się dostęp do leczenia i terapii drogimi lekami - to dobra wiadomość dla pacjentów onkologicznych. - W onkologii udało nam się zakupić większą liczbę świadczeń - i tym samym zwiększyć dostępność na hematologii, do radioterapii, chemioterapii, chirurgii onkologicznej. Znacznie wzrosły środki finansowe na programy terapeutyczne - w związku z pojawieniem się nowych terapii, a także dążeniem do dopuszczenia do programów wszystkich osób oczekujących na terapię - wylicza Jolanta Pulchna, rzecznik prasowy Funduszu. Szybciej i łatwiej też będziemy mogli dostać się na badanie rezonansu magnetycznego, EKG, endoskopii, USG czy na angiografię. Oczywiste jest, że NFZ zapłaci za porody, leczenie dzieci, za oddziały intensywnej terapii, zawały serca. Na inne rodzaje świadczeń pieniędzy w 2010 r. będzie mniej. Już dziś wiadomo, że ze względu na ich brak pacjenci będą odsyłani do kolejek z: - oddziałów chirurgii jednego dnia. To tutaj najczęściej na planowe zabiegi trafiały osoby wymagające małych interwencji - na operacje przepukliny czy wycięcia migdałków. Chirurgia jednego dnia jest zdominowana przez prywatne przychodnie, a ich właściciele nie są zainteresowani zadłużaniem swoich placówek. Dla pacjentów oznacza to tyle, że nawet jeśli byli w ubiegłym roku zakwalifikowani do zabiegu, teraz może się okazać, że lekarz albo przesunie ich po raz kolejny na dalszy termin, albo zapłaci z własnej kieszeni; - z gabinetów rehabilitacji; - z gabinetów stomatologicznych. Ponadto: - zmniejszają się nakłady na lecznictwo uzdrowiskowe, w tym roku na wczasy za publiczne pieniądze może liczyć co druga osoba z tych, które się o to starają; - trudniej będzie o sfinansowanie wózka inwalidzkiego czy innych ortopedycznych przyrządów; - wydłużą się kolejki do poradni specjalistycznych, np. na wizyty u dermatologa czy gastroenterologa. Wobec takiej sytuacji, jeśli komuś bardzo zależy na podjęciu leczenia możliwie jak najszybciej, ma dwie możliwości: zapłacić z własnej kieszeni albo poszukać takiego ośrodka, w którym kolejka jest krótsza. Zgodnie z prawem wszystkie placówki medyczne maja obowiązek publicznie informować o okresie oczekiwania na dany zabieg czy wizytę. Dane o kolejkach można znaleźć na stronie internetowej Funduszu: www.nfz.gov.pl. Niestety, nie wszystkie wywiązują się solidnie z tego obowiązku, dlatego część danych na tej stronie jest nieaktualna. Choremu nie pozostaje nic innego, jak samemu obdzwonić szpitale i kliniki i dowiadywać się, jaki jest rzeczywisty czas oczekiwania. Sprawdziliśmy, ile w wybranych rodzajach świadczeń trzeba czekać w Małopolsce na pomoc medyczną. Wyniki naszego zwiadu publikujemy poniżej.
Orientacyjny okres oczekiwania w Małopolskim Oddziale NFZ (dane na koniec grudnia 2009)
Diabetolog * Klinika Chorób Metabolicznych CMUJ w Krakowie - 1,5 miesiąca (16 marzec) * Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Brzesku - 2 tygodnie (23 luty) * Zespół Przychodni i Ośrodków Zdrowia - Krzeszowickie Centrum Zdrowia - 2 miesiące (koniec marca)
Ortopeda * Szpital Specjalistyczny im. Stefana Żeromskiego w Krakowie, Oddział Chirurgii Ortopedyczno-Urazowej - 5 miesięcy (czerwiec) * Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Ludwika Rydygiera, Oddział Urazów Wielonarządowych Ortopedii i Neuroortopedii w Krakowie, konsultacje - 5 miesięcy (czerwiec)
* Szpital Wojewódzki im. św. Łukasza w Tarnowie, Oddział Ortopedyczno-Urazowy - 4 miesiące (maj).
Urologia * Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Ludwika Rydygiera w Krakowie, Oddział Urologii - 3 miesiące (kwiecień) * Szpital Specjalistyczny im. Jędrzeja Śniadeckiego w Nowym Sączu, Oddział Urologiczny - 3 miesiące (konsultacje - pierwsze terminy na kwiecień) * Szpital Wojewódzki im. św. Łukasza w Tarnowie, Oddział Urologii - rejestrują codziennie
Laryngolog * Szpital Zakonu Bonifratów św. Jana Granego w Krakowie - 4 miesiące (maj) * Szpital Specjalistyczny im. Stefana Żeromskiego w Krakowie - 4 miesiące (koniec kwietnia)
Gastrolog * Katedra Chorób Zakaźnych i Hepatologii CMUJ w Krakowie - 5 miesięcy (czerwiec) * Szpital Specjalistyczny im. Józefa Dietla w Krakowie, Poradnia Przyszpitalna Gastrologiczna - 4 miesiące (koniec kwietnia)
Gastroskopia * Katedra Chorób Zakaźnych i Hepatologii CMUJ w Krakowie - 8 miesięcy po wcześniejszej konsultacji z lekarzem (początek października) * Szpital Uniwersytecki w Krakowie, Oddział Klinik Gastroenterologii i Hepatologii oraz Chorób Zakaźnych - 6 miesięcy (lipiec) * Szpital Specjalistyczny im. Józefa Dietla w Krakowie, Poradnia Przyszpitalna Gastrologiczna 6 miesięcy (koniec lipca)
Endokrynologia * Klinika Endokrynologii CMUJ w Krakowie - 7 miesięcy (wrzesień) * Specjalistyczny im. Józefa Dietla w Krakowie, Poradnia Przyszpitalna Endokrynologiczna - 6 miesięcy (lipiec)
Neurologia * Szpital Uniwersytecki w Krakowie, Oddział Kliniczny Kliniki Neurologii - ze skierowaniem 3 miesiące (kwiecień), bez skierowania - nie ma wolnych miejsc w tym roku * Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Józefa Rydygiera - konsultacje 3 miesiące (kwiecień) * Szpital Specjalistyczny im. Józefa Dietla w Krakowie, Poradnia Przyszpitalna Neurologiczna - 4 miesiące (połowa maja) * Szpital Specjalistyczny im. Jędrzeja Śniadeckiego w Nowym Sączu, Oddział Neurologiczny - konsultacje 3 miesiące (kwiecień) * Szpital Specjalistyczny im. Henryka Klimontowicza w Gorlicach, Oddział Neurologiczny - 3 miesiące (kwiecień) * Szpital św. Anny w Miechowie, Oddział Neurologiczny - konsultacje 2 miesiące (koniec marca)
Kardiolog * Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II w Krakowie, Oddział Kliniczny Chorób Serca i Naczyń - 3 miesiące (kwiecień) * Samodzielny Publiczny Zespół Opieki Zdrowotnej w Brzesku - 4 miesiące (maj) * Samodzielny Publiczny Zakład Opieki Zdrowotnej w Skale - 2 miesiące (początek kwietnia) * Szpital Specjalistyczny im. Józefa Dietla w Krakowie - 3 miesiące (początek kwietnia)
Tomografia komputerowa * Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II - na konsultacje 3 miesiące (kwiecień) * Szpital Miejski Specjalistyczny im. Gabriela Narutowicza w Krakowie, Pracownia Diagnostyczna - ze skierowaniem 3-4 miesiące (połowa maja) * SP ZOZ Szpital Powiatowy w Bochni, Oddział Wewnętrzny - 3 miesiące (kwiecień)
Rezonans magnetyczny * Szpital Uniwersytecki w Krakowie, Zakład Radiologii - 3 miesiące (koniec kwietnia)
Koronarografia * Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II - na konsultacje 4 miesięcy (maj), po konsultacji lekarz wyznacza termin
Endoproteza stawu skokowego * Szpital Specjalistyczny im. Stefana Żeromskiego w Krakowie - konsultacje 5 miesięcy (czerwiec), po konsultacji - do roku operacja * Szpital Miejski im. Gabriela Narutowicza w Krakowie, Poradnia Urazowo-Ortopedyczna - 6 miesięcy (lipiec)
Zaćma * Wojewódzki Szpital Okulistyczny w Krakowie, Oddział Chirurgii Oka - 2,5 miesiąca (połowa kwietnia) * Szpital Specjalistyczny im. Henryka Klimontowicza w Gorlicach, Oddział Okulistyczny - 3 miesiące (kwiecień)
Doppler naczyń mózgowych * Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II - 5 miesięcy (czerwiec) po wcześniej konsultacji z lekarzem * Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Ludwika Rydygiera w Krakowie - 5 miesięcy (czerwiec)
By-passy * Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II, Oddział Kliniczny Chorób Serca i Naczyń - ze skierowaniem ok. 6 miesięcy, z wcześniejszymi konsultacjami lekarskimi - lekarz wyznacza termin operacji
Żylaki * III Katedra Chirurgii Ogólnej w Krakowie - 3-4 miesiące na same konsultacje lekarskie
Zastawki serca * Krakowski Szpital Specjalistyczny im. Jana Pawła II, Oddział Kliniczny Chorób Serca i Naczyń - ze skierowaniem na konsultacje 3 miesięcy (kwiecień), potem lekarz wyznacza termin operacji. Źródło: "Gazeta Wyborcza Kraków" Od Redakcji: dane dotyczą regionu małopolskiego. W Warszawie dużo dłużej - tu dodatkowo nalezy brac pod uwage czynnik naporu pacjentów z Polski
Wieści z krajowej medycyny na początek 2010 roku
Tuesday, 16 February 2010 08:06
Stołeczny problem ostrych dyżurów - donosi Życie Warszawy 12.01.2010 Dziesięć stołecznych urazówek ma wkrótce przyjmować pacjentów przez całą dobę. Do swojego pomysłu próbował wczoraj przekonać ordynatorów klinik ortopedycznych i urazowych wojewoda mazowiecki Jacek Kozłowski. Ortopedzi przedstawili jednak własną wizję: chcą, aby codziennie dyżurowały dwa szpitale - jeden po prawej, drugi po lewej stronie Wisły. - Najlepszym rozwiązaniem jest odejście od ostrych dyżurów. Żadne "doraźne" rozwiązanie nie będzie skuteczne - twierdzi Ivetta Biały, rzecznik wojewody.Ordynatorzy wskazują, że największym problemem jest brak kadry. Kolejna tura rozmów o ostrych dyżurach zaplanowana jest na środę. Tym razem z wojewodą spotkają się dyrektorzy stołecznych szpitali oraz ich właściciele.Jak sie okazuje wojewoda zawęził problem urazu do złamań i urazów zewnętrznych. Pierwsze tygodnie przypomniały administracji że istnieją urazy wielonarządowe, a szczególnie niebezpieczne i trudne w terapii są przypadki z współistniejącym zamkniętym urazem czaszkowo-mózgowym. Oddziały neurochirurgii bronią się przed tymi chorymi, a oddziały chirurgii i urazowe nie tylko nie maja neurochirurgów na stałe ale często nawet jako konsultantów. Do stołecznego szpitala MSWiA wraca stary dyrektor informuje "Gazeta Wyborcza Stołeczna" 14-01-2010 Dyrektorem szpitala MSWiA przy ul. Wołoskiej w piątek znowu został Marek Durlik. Z funkcji zrezygnował dwa lata temu po aresztowaniu Mirosława G., ordynatora tamtejszej kliniki kardiochirurgii. - Doktor Durlik wygrał konkurs na dyrektora szpitala. Było dwóch kandydatów - mówi rzecznik placówki Jarosław Buczek. Marek Durlik od 2005 r. kieruje tu Kliniką Chirurgii Gastroenterologicznej i Transplantologii. Od 1998 r. do 2007 r. był też dyrektorem szpitala. Ustąpił ze stanowiska, gdy CBA aresztowało Mirosława G., ordynatora kliniki kardiochirurgii oskarżonego o łapownictwo. Wtedy komisja powołana przez ministra zdrowia zaczęła badać, czy nie doszło do nieprawidłowości w nadzorze dyrekcji nad szpitalem. Durlik nie czekał na wyniki prac komisji. W jego obronie stanęły związki zawodowe, które podkreślały, że dobra sytuacja finansowa szpitala to w dużej mierze zasługa dr. Durlika. Niestety, dziś lecznica ma już długi. Przez ostatnie dwa lata szpital miał trzech szefów. - To były stracone lata - mówi jego pracownik. - Żaden z dyrektorów nie miał koncepcji rozwoju szpitala.Zastępcą dyrektora d/s medycznych została również ponownie prof. G. Rydzewska. Od Redakcji: o tym że nowi dyrektorzy nie maja koncepcji a lata będą stracone było wiadomo już w momencie powoływania następców doc. Durlika. Prestiż kliniki buduje się latami, niszczy w ciągu 2-3 miesięcy. Wystarczy przypomnieć sobie rankingii poszczególnych klinik jeszcze w 2007 roku i porównać ze stanem dzisiejszym. Panu docentowi Durlikowi życzymy powodzenia w trudnej odtwórczej pracy. Szpital Południowy jednak realny? "Życie Warszawy" z dn. 09.02.2010 Do końca czerwca będzie gotowy program użytkowo-funkcjonalny nowej lecznicy na Ursynowie. Ratusz wyda na projekt 64 tys. zł. Jesteśmy o krok bliżej do rozpoczęcia budowy Szpitala Południowego - podkreśla Paweł Barański, p.o. dyrektora stołecznego zarządu rozbudowy miasta, który wybrał właśnie firmę, przygotowującą nowy program dla Szpitala Południowego. - Z siedmiu złożonych ofert wybraliśmy propozycję firmy Mkl-Bud - informuje Paweł Barański. - Jeśli nie wpłyną skargi, za kilka dni podpiszemy z nią umowę - dodaje. Przetarg SZRM ogłosił w połowie grudnia. Do 11 stycznia trwało zbieranie ofert. - Na realizację zamówienia firma ma czas do 24 czerwca - informuje Paweł Barański. - Potem koncepcję musi jeszcze zaakceptować Biuro Polityki Zdrowotnej. Jeśli wszystko się powiedzie, najpóźniej jesienią ogłosimy przetarg na projekt szpitala - mówi. Zwycięska firma przygotuje m.in. propozycję lokalizacji lądowiska dla śmigłowców wraz z planem jego zagospodarowania. Ratusz chce bowiem, aby bezpośrednio przy szpitalu było wyznaczone miejsce dla helikopterów. Program ma też zawierać koncepcję obsługi komunikacyjnej szpitala. Firma musi przedstawić m.in. plan lokalizacji parkingów oraz układu drogowego na terenie placówki. Przeanalizuje również możliwości w zakresie przyłączenia szpitala do sieci wodociągowych, kanalizacyjnych, cieplnych, gazowych, energetycznych czy teletechnicznych.Program funkcjonalno-użytkowy ma objąć również wycenę kosztów prac projektowych i robót budowlanych.Szpital Południowy ma powstać obok Centrum Onkologii, u zbiegu ulic Pileckiego i przedłużenia Indiry Gandhi. Będzie liczyć pięć pięter i pomieści 220 łóżek. Znajdą się tam oddziały m.in. pediatryczny, ginekologiczny i urologiczny. Według planów ratusza, gmach będzie gotowy na przyjęcie pacjentów w 2012 r. Lecznica ma kosztować 230 mln zł. - W 2010 roku na inwestycję miasto przeznaczy 10 mln zł - informuje Stanisław Kusak, zastępca dyrektora Biura Polityki Zdrowotnej. Od Redakcji: jak zwykle nasuwa się pytanie o personel zarówno pielęgniarski jak i lekarzy specjalistów. Już dziś braki kadrowe są widoczne i nic nie zapowiada poprawy. Również budowa lądowiska dla śmigłowców sanitarnych sugeruje utworzenie takich oddziałów jak SOR i OIOM. Warto również skorzystać z opinii lekarzy i pielęgniarek co do funkcjonalności projektu szpitala, albowiem to oni i ich pacjenci będą w głównej mierze korzystać z tej placówki.
Szpital pediatryczny w CSK WUM w 2014 roku
Wednesday, 10 February 2010 18:58
W tym roku zacznie się budowa szpitala pediatrycznego przy ul. Banacha. Ministerstwo Zdrowia znalazło niezbędne 11 mln zł. Wcześniej proponowało tylko milion.
Projekt architektoniczny jest już gotowy. Konkurs wygrała pracownia Open Architekci z Warszawy. Inwestycja ma być finansowana z budżetu państwa. Szpital zbuduje Warszawski Uniwersytet Medyczny. Niestety, resort zdrowia na ten rok zaproponował wstępnie tylko milion złotych. Po serii publikacji m.in. w "Stołecznej" ministerstwo znalazło dodatkowe 10 mln zł. Dzięki temu inwestycja nie musi być na rok odłożona. - Za te pieniądze uda się zrobić projekt wykonawczy, a pod koniec roku zaczniemy przygotowywać teren - mówi prof. Marek Kulus, prorektor ds. dydaktyczno-wychowawczych WUM.
Budowa nowego szpitala dla dzieci to konieczność. Mają się tam przenieść lecznice z Litewskiej i Działdowskiej, gdyż nie spełniają norm unijnych. Nowy szpital ma mieć ponad 500 łóżek. W pasażu mają być kolorowe meble i donice z zielenią. Zanim mały pacjent wejdzie na oddział, będzie przechodzić przez szklane łączniki, które mogą też służyć jako miejsce zabaw. Cała inwestycja ma kosztować ponad 500 mln zł. Uczelnia chce, by była gotowa do 2014 r. ("Gazeta Wyborcza Stołeczna")
Cały projekt na stronie: http://www.architektura.info/index.php/architektura_w_polsce2/z_calej_polski/szpital_pediatryczny_warszawskiego_uniwersytetu_medycznego
W oparach (o)błedu NFZ
Wednesday, 10 February 2010 18:31
Zdaniem Konfederacji Pracodawców Polskich opublikowane przez Najwyższą Izbę Kontroli dwa raporty – o stanie technicznym budynków szpitalnych i wykorzystywaniu aparatury medycznej – dobitnie pokazują, że publiczne szpitale nie radzą sobie ze spełnianiem minimalnych wymogów bezpieczeństwa, nie wspominając o konieczności przeprowadzenia remontów i dostosowywania placówek do nowych norm unijnych. Raport NIK dotyczący stanu technicznego budynków szpitalnych, których organami założycielskimi były samorządy, pokazał wiele przypadków łamania prawa przez szpitale publiczne, które nie radzą sobie ze spełnianiem minimalnych wymogów bezpieczeństwa, nie wspominając o konieczności przeprowadzenia remontów i dostosowywania placówek do nowych norm unijnych.
W środę NIK upublicznił kolejny raport dotyczący szpitali publicznych, w którym sprawdzono gospodarność wykorzystywania aparatury medycznej. Okazuje się, że aż w 88% skontrolowanych przypadków aparatura medyczna nie gwarantowała ich bezpiecznego używania. Kontrolerzy wykryli także przypadki, w których władze szpitala świadomie dopuszczały do użytkowania niesprawnej aparatury, narażając personel i pacjentów na nadmierne napromieniowanie. NIK podkreśla, że w wyniku złego stanu aparatury trzeba często go naprawiać, co ma bezpośredni wpływ na wydłużającą się kolejkę pacjentów. Kontrolerzy wykryli także, że aż w 33% sprawdzonych placówek zakupiona aparatura nie była przed dłuższy czas użytkowana, w skrajnych przypadkach nawet 6 lat, z powodu braku wykwalifikowanych pracowników lub niegospodarnego ich zakupu za publiczne pieniądze.
Z tej perspektywy, zdaniem Konfederacji Pracodawców Polskich, w interesie NFZ jest zawieranie kontraktów z placówkami niepublicznymi, które już dziś spełniają wszystkie niezbędne normy. – Tym bardziej zadziwiające jest zmniejszanie kontraktów szczególnie szpitalom niepublicznym, jak ma to miejsce w Małopolsce – mówi ekspert Konfederacji, Grzegorz Byszewski. Szybka przemiana jakościowa polskiego szpitalnictwa zależy od umożliwienia funkcjonowania na równych prawach szpitalom niepublicznym i publicznym.
- Decyzja Dyrektora Oddziału Małopolskiego NFZ o obniżeniu wysokości kontraktów głównie placówkom niepublicznym stawia ich dalszą egzystencję pod znakiem zapytania. Naszym zdaniem najważniejsze jest dobro pacjenta oraz relacja jakości do ceny świadczenia, a jeśli zakłady publiczne zgodnie z raportem NIK nie przestrzegają kardynalnych przepisów narażając pacjentów na utratę zdrowia, to należy szukać bezpiecznego wykonawcy wśród placówek niepublicznych – dodaje Byszewski. Jest to tym ważniejsze, ze - zdaniem Konfederacji Pracodawców Polskich - dla publicznych szpitali najbliższe lata będą trudne. Bez dodatkowego finansowania będą miały kłopoty ze spełnieniem nowych standardów, od których zależy możliwość ich dalszego funkcjonowania na rynku usług medycznych. Przypomnijmy - od początku 2011 roku publiczne szpitale będą musiały spełniać wymogi opisane w pakiecie rozporządzeń koszykowych. Jest to warunek niezbędny do zawarcia kontraktu z NFZ. Ponadto muszą się dostosować do restrykcyjnych norm sanitarno-epidemiologicznych, określonych przez Unię Europejską.
Przy okazji warto zwrócić uwagę na zadłużenie zakładów ochrony zdrowia. Mimo iż w ostatnich latach, dzięki wzrostowi gospodarczemu, w systemie ochrony zdrowia pojawiły się dodatkowe fundusze, zarówno zobowiązania z odroczonym terminem płatności jak i te wymagalne pozostają na praktycznie nie zmienionym poziomie. W związku z tym należy przypuszczać, że proces unowocześniania i dostosowywania szpitali publicznych do unijnych norm będzie rozciągnięty w czasie. Źródło: PAP, KPP - 10.02.2010
|
|